s
W OFERCIE

Książki

Związek grzebie swoich zmarłych

(3 opinie klienta)

39.00 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Kaja Gucio
Liczba stron: 206
Okładka: miękka
Wymiary: 148×210 mm
Rok wydania: 2022
ISBN: 978-83-960385-7-9

Henry Lawson

(1867-1922) – jeden z najbardziej znanych australijskich pisarzy i poetów, zasłynął głównie jako autor krótkich, realistycznych opowiadań nawiązujących do życia prostych ludzi. Syn górnika oraz znanej poetki i działaczki feministycznej. Związany z ruchem republikańskim i związkowym. Tragiczna postać w życiu prywatnym: niesłyszący od czternastego roku życia, przez wiele lat zmagał się z chorobą alkoholową. Kilka lat spędził w więzieniu (z powodu pijaństwa i niepłacenia alimentów), wielokrotnie leczony w zakładach psychiatrycznych. Jego styl porównywany jest do twórczości Ernesta Hemingwaya. Najsłynniejsze opowiadanie Henry'ego Lawsona, „Żona poganiacza”, było wielokrotnie ekranizowane i wystawiane na scenach teatralnych.

Opis

Klasyka literatury australijskiej. Poruszające opowiadania z życia mieszkańców interioru.

Pierwsze tłumaczenie na język polski twórczości jednego z najwybitniejszych pisarzy Australii. Opowiadania Henry Lawsona to klasyka literatury australijskiej. Bezmiar upalnego buszu, senne miasteczka interioru, życiowe dramaty i ciężka praca pionierów. Sugestywne opowieści autora przenoszą nas na Antypody początków XX wieku.

Fragment opowiadania „Stary pasterz znajduje trupa”:

Przewrócił zwłoki na bok; upadły płasko na plecy jak deska, a wyschnięte oczy zdawały się patrzeć na niego spod wyschniętych nadgarstków.
Cofnął się mimowolnie, ale zaraz się otrząsnął, oparł się na kiju i przyjrzał bacznie wszystkim makabrycznym szczegółom.
W poczerniałych rysach nie było nic, co mogłoby zdradzić imię lub rasę, ale ubiór wskazywał, że to szczątki Europejczyka. Starzec zauważył czarną butelkę w trawie, tuż obok zwłok. To dało mu do myślenia. Po chwili uklęknął i obejrzał podeszwy butów nieboszczyka, po czym podniósł się i wykrzyknął z przekonaniem w głosie:
– Brummy! Na Boga! No to żeś się w końcu doigrał! Jużem ci mówił, Brummy – ciągnął pewnym tonem, zwracając się do trupa. – Ciengiem ci żem powtarzał, jak to bendzie, no i masz, szlag cie trafił, ty durniu chendożony, ty przeklenty pijoku. Ty to nawet jak byś miał najwiencej piniendzy w całej kolonii, to i tak byś wszystko przepił. Myślał żem, że tak to sie skończy, a tera sam widzisz. Pewnie żeś do mnie szed, żeby sie ogarnonć i naprostować, a potem byś sie znowu zarzekał, że wincy ani kropli, jak zawsze. No a tera już po tobie, a ja pewnie znowu bede musioł cie jakoś ogarnonć ostatni raz, bo nie uchodzi cie tu zostawić jak zdechłom owce.

3 opinie dla Związek grzebie swoich zmarłych

  1. Opisuję Książki

    ,,Związek grzebie swoich zmarłych” to zbiór 13 opowiadań stworzonych przez jednego z, jak można przeczytać na okładce książki, ,,najpopularniejszych australijskich pisarzy.” Dodatkowo w zbiorze zamieszczono również wiersz, gdyż te Henry Lawson (1867-1922) również tworzył. W związku z tym, że do tej pory nie miałam okazji czytać książek z tego regionu świata, poczułam się zaintrygowana widząc zarówno książkę, jak i jej opis.

    Henry Lawson w swoich utworach skupiał się przede wszystkim na przedstawieniu losów zwyczajnych ludzi i ich problemów. Nie ucieka od tematów trudnych, co więcej, po przeczytaniu omawianego zbioru ma się wrażenie, że to właśnie one stanowią oś twórczości Lawsona. Nie można wykluczyć, że wpływ na to miały jego osobiste doświadczenia – choroba alkoholowa, pobyt w więzieniu czy leczenie psychiatryczne.

    Postaci stworzone przez Lawsona to ludzie z krwi i kości. Jego proza jest bardzo rzeczywista, chwilami duszna i klaustrofobiczna. Autor przedstawia wachlarz ludzkich problemów – alkoholizm, bezrobocie, choroby – wplatając je w opis realiów życia codziennego w Australii przełomu XIX i XX wieku.
    Mimo wszystko trudno było mi się wgryźć w tworzony przez autora świat i w pełni docenić jego kunszt. Nie wiem, czy jest to wynik krótkich form i wynikająca z nich trudność w zanurzeniu się w tekście, czy też po prostu nie odnalazłam w twórczości Lawsona czegoś, co by mnie w niej ujęło.
    Biorąc pod uwagę, że autor nie jest szczególnie znany na polskim rynku wydawniczym, uważam, że książce bardzo przysłużyłoby się dodanie do niej rysu biograficznego, w którym czytelnik nie tylko miałby okazję poznać postać autora, ale również zrozumieć czasy w jakich tworzył oraz dlaczego poruszana przez niego tematyka jest taka a nie inna.

    Choć opowiadania Lawsona nieprzypadły mi szczególnie do gustu, nie przekreślam autora. Z chęcią zapoznam się z jego innymi dziełami i ogólnie z twórczością innych australijskich pisarzy. I nie ukrywam, że z przyjemnością przeczytałabym historie podobne do tych, które Lawson opisał w ,,Zalotach Joe Wilsona” czy ,,Szwagierce Brightena” w nieco dłuższej formie, ponieważ na tle wszystkich opowiadań, te dwa wydały mi się naciekawsze.

    Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

  2. Remma

    „Związek grzebie swoich zmarłych” to zbiór 14 opowiadań z życia społeczności australijskich z końca XIX w. W opisie porównuje się prozę Henry’ego Lawsona do prozy Hemingwaya. Mnie raczej kojarzą się z obrazkami obyczajowymi, jakie tworzyli Maria Konopnicka czy Bolesław Prus, współcześni autorowi. Poruszali podobne tematy, czyli los najbiedniejszych, najbardziej niezaradnych, niewykształconych, nadużywających alkoholu. Problem pojawiał się, jak widać, na każdym kontynencie.
    Opowiadania łączy temat bezrobocia i biedy zarówno w mniejszych miastach jak i na wsi. W przypadku Australii miejsce chłopów zajmują Buszmeni. Przewija się motyw związków zawodowych, które są w początkowych fazach rozwoju, tak jak w Europie i powinny ochraniać interesy robotników, ale nie zawsze są na tyle silne, żeby to robić. To koniec XIX w., więc organizowane są strajki, aby wynegocjować lepsze warunki pracy.
    Henry Lawson, pisarz i poeta, już w pierwszym rozdziale częstuje nas wierszem. Przejmuje się wyglądem ludzi na ulicy, ich smutnymi twarzami. Oczekuje pojawienia się czerwonej rewolucji jako czegoś, co uleczy biedę i niedolę robotników. Pisze : „Ludzka powódź stanęła pod czerwonym sztandarem”.
    W kolejnych odsłonach opisuje życie w buszu, pełne trudu i niebezpieczeństw. Walkę z żywiołami, ogniem, wodą , chorobami. Opisy są bardzo realistyczne, ale nie przesadzone w swym realizmie. Autor nie boi się nazywać rzeczy po imieniu. Nie poucza, nie moralizuje, po prostu przedstawia. Trudne, samotne życie, walka z groźnymi zwierzętami (gadami), przyjmowanie śmierci jako czegoś oczywistego. Aby zrozumieć bohaterów tych opowiadań, należałoby zapoznać się ze specyfiką XIX – wiecznego australijskiego społeczeństwa i klimatem, który niewątpliwie wpływał na życie zarówno bogatych jak i biednych obywateli. Tę specyfikę dobrze oddaje zdanie: „nad wielkim australijskim buszem znów zaszło słońce – opiekun i nauczyciel ekscentrycznych umysłów, domu dziwów”.
    Wśród opowiadań znajdziemy ciekawe opisy obyczajów np. zaloty Joego Wilsona, śmieszne opowiadanie pt. „Wybuchowy pies”, a także wzruszające „Dzieci z buszu”.

  3. Iwona

    Australia – kraj wymarzonej podróży. Zawsze chciałam tam pojechać. Może to przez książki A. Szklarskiego, gdzie podziwiałam Sally Allan, przyjaciółkę Tomka Wilmowskiego, którą poznał w buszu, może przez filmy i piosenkarzy, a może przez Marka Niedźwieckiego, redaktora Radia 357, który tak pięknie ją opisuje i fotografuje na swoim blogu czy w książkach. Moja wiedza o tym kraju jest tak naprawdę z „drugiej ręki”, bo też opowieści Polaków, którzy na statku Batory wyjeżdżali z kraju i po wielu perypetiach osiedlali się w Australii (tu zachęcam do odwiedzenia Muzeum Emigracji w Gdyni), były dla mnie źródłem informacji jak tam jest. W większości są to pozytywne relacje, choć o trudach życia w tym kraju, jego historii też słyszałam niemało. I do dziś, na każdą wzmiankę o Australii, od razu jestem pierwsza, aby jej wysłuchać.

    Najpierw zwróciłam uwagę na okładkę, tajemniczą i nawet ciepłą w porównaniu do tych krzyczących i kolorowych jakie przewijały mi się przy wyborze książki. Przypominała mi tę ulotną chwilę, kiedy kończy się dzień a zaczyna noc. Intrygujący tytuł w połączeniu z „wieczorną” okładką i jeszcze informacją, że są to opowiadania jednego z najwybitniejszych pisarzy Australii, przekonały mnie, że to książka dla mnie.

    14 opowiadań na 204 stronach, a w nich ukazane ludzkie losy. Z jednej strony heroiczna walka o byt, o każdy kolejny dzień, gdzie troska goni troskę a z drugiej zagubienie, samotność, pogodzenie się ze swoim losem.

    Jestem fanką dobrych tytułów i tu miałam cały wachlarz, jeden ciekawszy od drugiego. Początek książki trudny. Nie od razu polubiłam język autora, ale tłumaczyłam sobie, że to przecież dawna mowa, taki styl, może tłumaczenie. Z czasem przywykłam i z kolejnym opowiadaniem oswajałam słowa i czytało mi się coraz lepiej. Każda historia z jakimś przesłaniem, nie takim wprost, na tacy, tym bardziej, że Lawson ucina niektóre w pół zdania, tak jakby zabrakło mu atramentu na dokończenie. Myślę jednak, że to celowe i każdy sam musi znaleźć puentę i postawić kropkę nad „i”.

    Pisarz realistycznie opisuje życie najbiedniejszych mieszkańców, walczących o każdy kolejny dzień, pogodzonych ze swoją sytuacją, gdzie najczęstszym pocieszycielem stawał się alkohol, który pomagał zapomnieć, znieczulić się choć na chwilę i uchwycić namiastkę radości. Pocieszeniem trudnej codzienności, były też inne drobne rzeczy, jak choćby taka gazeta. Stawała się furtką do dobrego życia, bo wystarczyło przeczytać w niej o lepszym świecie, aby się w marzeniach do niego przenieść (opowiadanie '” Żona poganiacza”).

    Szczególnie wybrzmiewa w opowiadaniach rola kobiet, ich ciężka praca, niezłomność, poświęcenie. Można by tu przytoczyć słowa o naszej „kobiecie pracującej, która żadnej pracy się nie boi”, czy „kobiecie do tańca i różańca”, bo takie są w większości kobiety u Lawsona. Tylko tu nie ma radosnego tonu, bo kobieta utyrana od świtu do nocy, bierze na siebie „ogarnianie” wszystkiego i wszystkich. Narzeka na swój los, marudzi i jest ciągle niezadowolona, tylko jaka ma być, gdy świat wali się jej na głowę a i tak musi myśleć za wszystkich. Tu zacierają się granice między pracą męską a kobiecą, nie ma „przepuszczania w drzwiach” czy „noszenia za kobietę ciężarów”. Praca wyrównuje płcie, choć jak mąż znika, bo może, to na kobiecie spoczywa obowiązek dbania o dzieci i cały dobytek.

    Nie brak w opowiadaniach Lawsona poczucia humoru i specyficznego dowcipu, co w zestawieniu z ubóstwem i życiem bez perspektyw, daje obraz przedziwnych kontrastów. Przypomina mi się tu nowela „Nasza szkapa” Marii Konopnickiej, gdzie tak wyraźnie widać te kontrasty – łapanie radosnych iskierek w najskrajniejszej biedzie i przeciwnościach losu.

    Nieporadność i naiwność ludzką widzimy w opowiadaniu „Smutna historia sprzątaczki”, skąd zaczerpnęłam słowa na tytuł tej recenzji. Zatrzymało mnie w tym opowiadaniu wiele zdań, jak choćby to: „Poprosił ją również, żeby postawiła się na jego miejscu, czego nie mogła zrobić, nie będąc bardziej rozsądną niż kobiety jej pokroju w takich sytuacjach. […] Odpuściła, bo nie miała innego wyjścia…”.

    „Związek grzebie swoich zmarłych” – tu spodobało mi się najbardziej to o czym autor nie napisał. Bardzo to oryginalne i chyba najciekawsze. Pomyślałam nawet, jaki to świetny pomysł na książkę, w której przeczytałabym o czym autor by nie napisał.

    Czytając opowiadania o życiu pionierów Australii z początków XX wieku, przypomniały mi się słowa Autora Nieznanego. i jego książka „Nawiść” o początkach chrześcijaństwa w Polsce, gdzie jak autor mówi, wcale nie było z tym tak gładko jak czytamy w książkach Elżbiety Cherezińskiej, a o czym nie zdajemy sobie sprawy. Podobnie losy Irlandczyków, którzy również i w Australii zostawili swój ślad, o czym też można przeczytać na łamach książki Lawsona. Z biletem w jedną stronę zasiedlali odległe krainy, podobnie jak zesłańcy z Polski, bo i taki wątek mamy w opowiadaniu „Bohater z Redclay”.

    W tym samym opowiadaniu otrzymałam odpowiedź na nurtującą mnie od samego początku myśl – dlaczego Lawson postawił się w roli ostatniego strażnika prawdy, pisząc tak realistycznie, bez żadnych ozdobników, o skrajnej biedzie i niezaradności ludzi na wsi i w małych miasteczkach oraz o panujących tam zwyczajach. „Myślę, że pewnego dnia pojawi się australijski pisarz, który będzie przypominał krytykom i czytelnikom Dickensa, Carlyle’a i Thackeraya razem wziętych, i odda sprawiedliwość tym naszym zwyczajom w małych miasteczkach Demokratycznej Australii”.

    Opisane historie, są pełne brudu, potu, granicznej biedy, która aż boli, ale jednocześnie bije z nich czysta prawda, na miarę polskiego pozytywizmu, gdzie i Maria Konopmnicka i Aleksander Świętochowski pisali o prostych ludziach pracy, borykających się z przeciwnościami losu, gdzie za każdym razem, kiedy wydawało się, że gorzej już być nie może, niestety było. Ale żyli i trwali i „rozbudowywali” ten kraj do przodu każdego dnia.

    AleBabka AleBabka

    Ps. Serdecznie dziękuję wszystkim za pisane rozmowy o książce, bo dzięki temu jeszcze bardziej wnikliwie ją przeczytałam. „Różnić się można tak pięknie tak” 😊

Dodaj opinię

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

f
1942 Amsterdam Ave NY (212) 862-3680 chapterone@qodeinteractive.com
[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]
Free shipping
for orders over 50%

Darmowa dostawa przy zakupach powyżej 99 zł.

Przy zamówieniach powyżej 199 zł książka "Kroniki ewakuacji" GRATIS.